Un monstre gai vaut mieux qu’un sentimental ennuyeux.
Jakoś ostatnio denerwuje mnie jakikolwiek sentymentalizm, jakikolwiek dekadentyzm - może to efekt cholernej Woli Mocy - co nie zmienia faktu, że osobników homo sapiens o postępowaniu zabarwionym tymi poglądami jest tak dużo, że nie mogę się od nich odpędzić.
Ciągle przed oczyma można zobaczyć jawne znaki instynktu stadnego, zwłaszcza u starych pokoleń, niechęć do indywidualizmu, albo wręcz do stania się indywiduum, które nie chce być mierzone miarą zwykłego społeczeństwa. Tu mamy jednak wielkie, niepokorne niezaspokojenie uczucia, że postępowanie zgodnie ze wszelkimi tradycjami i zasadami jest dobre i rozważne. Zadaję pytanie - czemu respektować tradycję?, czemu żyć zgodnie z cudzymi zasadami?, czemu nie sięgnąć do zakątka mózgownicy, gdzie znajdują się tak niskie pokłady indywidualizmu.
Postępowanie wedle tradycji czy zasad, respektowanie ich w formie używania czynnego tychże, jest zamykaniem sobie drogi na jakąkolwiek innowacyjność, jest zamykaniem sobie drogi na silne uczucie poczucia niezależności i wolności. Jak to ostatnio widziałem gdzieś u kogoś: “człowiek rodzi się wolny, a potem mu zakładają łańcuchy”. Kto zakłada te łańcuchy? Po co?
Kajdany te zakłada zwykle całe społeczeństwo, tak zwana demokracja, gdzie następuje zrównanie jednostek ze sobą i przekłada pod nosy pogląd, że ludzie nie powinni się wybijać ponad, że jest to nie w porządku. Zauważmy, że tylko osoby o dużej władzy czy pozycji społecznej są zwykle tak czy inaczej piętnowane - choćby politycy.
Rozpatrując niektórych z nich, weźmy na przykład Jarosława Kaczyńskiego, i biorąc pod uwagę, że osoby, których pragnienie potęgi i władzy jest jedynie skutkiem ich samozaparcia i determinacji, można stwierdzić, że te osoby mają ogromną wolę mocy - zasadniczy środek przetrwania kultu życia. Im większe zamiary - ale nie sny o potędze, właśnie zamiary - tym większa determinacja - tym większe prawdopodobieństwo wyrastania wysoko ponad społeczeństwo, stania się kimś więcej niż tylko człowiekiem, a już pewnym, czegoś symbolem. Tak samo mamy w przypadku Ojca Rydzyka. Wyrzućmy z tej postaci religijny aspekt jego działalności - czy to nie właściwe, że mężczyzna dąży do władzy i potęgi? Czy nie tak było wcześniej? Czy nie tak powinno być teraz?
Odpowiedź, że duchowny nie powinien tak się zachowywać jest jak najbardziej słuszna, ale spójrzmy na to, jakimi narzędziami Ojciec Rydzyk się posługiwał, by dojść tak daleko, jak zaszedł, że jest możliwym dla niego dyktowanie sporej partii politycznej, co ona ma, a czego nie ma robić.
W i a r a.
R e l i g i a.
Dwa największe, najmocniejsze środki do kontrolowania stadem. Już zostawiając samą wiarę katolicką i jej dogmaty, które są ni mniej ni więcej zwykłą pospolitą sprzecznością, zobaczmy jak Ojciec Rydzyk wykorzystał swój autorytet duchownego, zmysł przedsiębiorczy, poczynione znajomości, by znaleźć się w centrum ludzkiej uwagi. Któż go nie zna? Kto o nim nie słyszał?
Ten mężczyzna już sobie zapewnił miejsce w polskiej historii, na razie w pamięci ludzi, ale kto wie, czy nie umieszczą go potem w podręcznikach…, oczywiście - i jakże sprawiedliwie i dobrze - pomijając uczucie, które zaprowadziło go na szczyt. Gdyby Kościół umożliwił mu niejako awans po szczeblach kościelnych, to władza Ojca Dyrektora jeszcze by wzrosła. Ja tego nie chcę. Moje wrodzone pragnienie potęgi nie toleruje zbytniej władzy i zbytniej mocy.
Władza. Nad wszystkim praktycznie można sprawować władzę. Można ją rozmieniać, powielać, potęgować, rozkładać na czynniki pierwsze, można ją dzielić czy jej odejmować, ale - mówi się{tu mamy tekst będący zawsze “prawdą”, bo w końcu to niejako społeczeństwo sądzi) o tym, że człowiek zawsze jest wolny. Tak, to prawda. Jeśli nie jest sentymentalny, jeśli nie nurza się w dekadentyzmie, jeśli zawsze i tylko pragnie zachować status quo, jeśli boi się wyzwań, mogących go zniszczyć. Człowiek jako istota rodząca się już jest wolny i takim też pozostaje do końca swoich dni. Tyle, że wiążą go zasady, wszelakie tradycje, wszelakie obyczaje, które mu wpaja społeczeństwo, które w żaden sposób nie chce, by jednostka mogła nie respektować zasady moralnych czy to niemoralnych większości. Dlaczego chęć bycia wolnym upadła już dziś w konsumpcjonistycznym szale? Dlaczego na życie w społeczeństwie składają się tylko zasady, nowe przepisy, nowe ustawy ograniczające naszą wolność wyboru?
Społeczeństwo to n i e w o l n i k zbiorowości.
Brak pragnienia mocy, pragnienia wolności, pragnienia uwagi i potęgi jest czymś szkodzącym, szkodzącym innowacjom, poszukiwaniom trzeciej drogi, zrobieniu czegoś w sposób, o którym się nikomu nie śniło. Do tego dochodzi niby to normalne pozwalania się przedostanie się przez aurę(patrz Widzę, więc wiem) uczuć słabości: strachu, złośliwości, uprzejmości, pokory, dumy obowiązku, miłość(idealizowanie, ubóstwianie rozkazodawcy jak rekompensata i, pośrednio, jako samoprzemienienie), tyrania nad samym sobą, umartwianie się, życie na uboczu, wyzbycie się świata, rezygnacja, zaniechanie, pozwolenie na rozkład spraw bieżących i niebieżących.
Tak, sentymentalizm i dekadentyzm jest odpychający. Jednak pozostaje kawałek duszy, która nie stała sie bezduszna, każący mieć nadzieję, że zrozumieją. A jeśli nie zrozumieją, to ich problem, zwycięży najpospolitszy instynkt stada, wtedy zobaczenie, że są jednym z bardzo wielu zer, składających się na stado, będzie już niemożliwe.
S t r z e ż c i e s i ę!

Napisz odpowiedź