Pamiętnik palacza.
Dobra, misie kolorowe, dziś się wybrałem na tak zwanego tripa lub na edwenczyr. Jak kto woli.
Opowieść z podróży.
Wstałem, ubrałem się, rzuciłem się po piłkę, założyłem buty i w drogę. Wziąłem kilka złotych na papierosy, które były głównym celem mojej wyprawy. A jako, że mieszkam na cholernej wsi, to musiałem się troszeczkę, kurwa, przejść. Na początku stwierdziłem, że pobiegnę, ale na śmierć zapomniałem o tym, że jestem palaczem. No i zanim dobiegłem do drogi na Bełchatów, byłem zdyszany i ledwo żywy. Trudno się mówi i kocha się dalej.
Znalazłem kij, obdarłem go z gałązek, wziąłem i próbowałem nadaremnie złapać okazję do Bełchatowa. Przeszedłem jakieś dwa kilometry – ni chuja nic nie jechało – a jak jechało, to nie chciało się zatrzymać. Stwierdziłem, że może w Korczewie będzie sklep. Nie było. Za to porozmawiałem z dwoma osobnikami płci żeńskiej(to poznałem po głosie, żeby nie było), które potem mnie poszczuły psem. Sklepu nie było, więc wróciłem na główną drogę i z naiwnością dziecka próbowałem złapać okazję. Nie udało się. Zbliżyłem się więc do kolejnej wsi – Dobiecina – myśląc, że tam będzie sklep otwarty. Oczywiście, kurwa, zamknięty. Idę dalej, idę dalej, zobaczyłem grupę młodzieży(16-20 lat) stojącą i przypatrującą mi się ciekawie. Znalazłem na ziemi stary, zabrudzony nóż. Zaczęli się ze mnie śmiać, no to polazłem dalej. Cały, kurwa, czas próbując złapać okazję.
Ale nie!
Te stare dziady, stare pryki nie chciały mnie zabrać. Wreszcie, gdy już prawie doszedłem do Bełchatowa, zabrał mnie jakiś długowłosy palacz. Swój znaczy! Nie dał mi fajek, ale mnie podrzucił do miasta. Znalazłem E. Leclerc. Oczywiście zamknięty, no bo jakże inaczej? Sprawdziłem. Spóźniłem się dokładnie 4 minuty.
No to idę dalej, szukam monopola, Bełchatów – duże w miarę miasto – monopol powinien być. A tu nagle, całkowicie zaskakująco zza rogu wyłoniła sie cudna, kochana, uwielbiana, boska Żabka. Wziąłem i kupiłem fajki (Pallmalle zielone, mentole, takie śmieszne z wizjerem na fajki, coby nie uciekały). Kupiłem, podzieliłem się tym, że drałowałem jak głupi przez 8 km, żeby kupić fajki. Zakupiłem też Nestea o smaku niby to cytrynowym, ale smakowało jak hibiskus plus jabłko. Sam nie wiem co to było. Aha, kupiłem też zapałki. Zapaliłem! Cudnie! Bosko! Idę, lansuje się po mieście, uśmiecham się do kobiet, wracam znaczy do domu – czyli znowu na okazję.
Idę i idę. Idę i idę. Kurwa, wciąż idę. O, jedzie coś! Macham. Pojechał. Chuj. Idę dalej, zapaliłem na przystanku, napiłem się. No i oczywiście, kurwa ich mać, zostawiłem zapałki na przystanku. Oczywiście zorientowałem się w połowie drogi do domu, gdy zachciało mi sie kolejnego papierosa. Trudno, kurde, idę. Znowu mijałem młodzież niemiastową.
Warto zauważyć, że mam lanserską, lustrzaną piłkę Najki, która przyciągnęła ich uwagę. Chcieli ją zobaczyć, więc im rzuciłem. Zobaczyli, odrzucili. A potem dali mi ognia. Znowu paliłem, cudownie!
Ale też znowu szedłem do domu, znowu kurwa niczego nie mogłem złapać, więc generalnie olałem to bezsensowne zajęcie i skręciłem na wieś zwaną Zwierzchów, przez którą przeszedłem i znalazłem się na drodze do Postękalic, czyli miejsca mojego zamieszkania. Dotarłem, po niemałych trudach, do domu. Ale dom zamknięty. Mam klucze czy nie mam? Oczywiście, nie mam. Dobra, dzwonię. Nie odbierają cholery jedne. Biorę mój sprzęt – piłkę Najki – i rzucam w okno. Cztery razy nie trafiłem w ogóle w okno(2 razy za nisko, dwa razy za wysoko). Za piątym razem trafiłem. W termometr przy oknie. Ten się rozjebał i spadł na ziemię. Pech jak chuj, jak mawiają widma.
Dobra, dotarłem. Jestem przed kompem, zaraz idę po piwo i kontynuuje moją walkę.
A teraz wnioski.
Wniosek numer jeden – ludzie mający samochody to chamy i psy ogrodników. Mają wolne miejsca, jest kurfa jasno, jest ciepło, ale nie zabiorą. Czemu? Najstarsi Indianie tego nie wiedzą.
Wniosek numer dwa – kozy wydają z siebie kozie dźwięki, tylko gdy masz wyłączony telefon. Jakbyś chciał zadzwonić do znajomej o ksywce Koza, to zapomnij. Będą patrzeć na Ciebie idiotycznie i skubać trawę.
Wniosek numer trzy – w mieście śmierdzi.
Wniosek numer cztery – muszę, kurwa, znaleźć klucze do domu.
Wniosek numer pięć(najważniejszy) – MAM FAJKI!

Napisz odpowiedź