Angel-a.
Mosty, tak, mosty nad Sekwaną.
Miłość tam mocna kwitnie rano…
Coś, co niemożliwym staje się.
Nad Sekwaną, w piękne dnie…
Wysoka jej sylwetka blond.
Czy to racja? Czy to błąd?
Nad mostami śpiew anieli…
Nad Sekwaną, gdzieżeśmy zasnęli…
Nad ciepłotą naszych ciał spragnionych,
nad łaską Bożą snów nieuniknionych…
Mam na imię Maciek i jestem wolny.
Tak, jestem Maciek, Twój niewolnik.
Nad Sekwanę nocą późną,
światła wieży i ich blaski miasta,
Dlaczego?
Dlaczego szczęście wciąż za późno?
Dlaczego każde linia na mej dłoni tak Twoja, Twego jestestwa?
Dlaczego patrzę wśród tych snów spragnionych,
leżeć przy Twej którejś stronie…
Dlaczego każdy obraz, nawet niewyraźny,
tak jest jasny, tak Twoją osobą pokaźny,
Dlaczego chwieję się z wysiłku niemożliwego,
gdy słowa są już w swoim biegu…
Gdy już się nic nie zmieni, gdy zaśniesz spokojna,
choć noc dla mnie nadal strasznie niespokojna…
Kochanie, miłości ma jedyna.
Dość już ulotnień.
Czeka na nas rzeczywistość jedyna.
Jedna i ta sama, zmagań ulotnień.
Nic nie uda mi się zrobić w tejże kwestii,
że Cię kocham najwznioślej w świecie,
gdybym obsypać miał Cię kwieciem,
to by miejsca nie starczyło w świecie…
Wybacz, koniec. Wybacz, darmo cały czas próbuje
wyzwolić się z miłości nawet nie spróbuje.
Jest taka, cóż, to przeznaczenie.
I ta gwiazda w tę noc spadającą, wyznacza przeznaczenie.
Nie zmieni się to nigdy,
wybacz, ale będę.
Zawsze.
I na zawsze będę Twoim pędem.
Kocham Cię, cóż, słowa tylko jednakie, zwykłe.
W moich ustach jednak wciąż niezwykłe,
niezdolnym zapobiec tego szczęścia łono,
które wyda owoc, cóż, że kwiatostany płoną…
Kochanie, wybacz, nie mogę kazać przestać mojej duszy,
gdy na moje wspomnienie ona się poruszy…
Nie mogę przestać kochać Cię nadwiernie,
Nie mogę, wybacz, kocham Cię.
Jest późno, trudny był ten czas
Zdarzał się będzie on niejeden jeszcze raz.
Ale trudno, wiedz, kochanie moje, że choć trudno,
to serce moje zawsze możesz odebrać za bezdurno.
Wybacz, moja droga, jak żem Ty pijany
jestem - to zła jest jednak droga.
Kocham Cię, i trudno, gdzieś mam resztę świata.
Padnę Ci do stóp - będę strugał średniowiecznego wariata…
Wybacz, moja droga, wybacz mi te błędy.
Wybacz te słowa nieśmiertelnej zachęty.
Wybacz kroki, ścieżki wskazywane
Wybacz wszystkie rany Ci zadane.
Wybacz niecierpliwość, tak ludzką, tak męską,
która do pukania w Twe bramy zachętą.
Wiem, już milczę, dość słów.
Wiedz, 9 maj, wtedy porozumiemy się bez słów.
Kochanie, uciekam w sen niespokojny.
W śnie tym znowu niestety prowadzę swe wojny.
Kino… Kino francuskie moim zbawieniem.
Jestem czy nie jestem? Dla Ciebie brzemieniem?

Napisz odpowiedź