Wiosna, kurwa jej mać.

Zaczynam wpis od wulgaryzmu doprawdy ohydnego, a jednocześnie najbardziej popularnego w naszym pięknym kraiku zwanym zwykle Polską. Zaczynam wpis od wulgaryzmu z jakiegoś konkretnego powodu - i choć Królestwo Karmazynowego Króla zaszczyca mnie swoimi dźwiękami - to jednak mam ochotę, wielką i przemożną, by wziąć moją wysłużoną tępą siekierę i pozabijać kilka osób. Oczywiście, wszystkie osoby były by całkowicie przypadkowe. Jakoś wszystko jednako wydają mi się ofiarami mej siekiery i mej ręki nią powodującej.
Wiosna, dobra, mamy wiosnę. Robi się ciepło, ptaszyny ćwirkają, wiatr jakoś mniej wieje, nawet słońce od czasu do czasu wystawią swą chytrą mordę zza chmur i przypieka tych, do których jeszcze nie dotarło, że jest ciepło. Pora roku ta, zaiste, cudownym czasem na wszelakie rozwijanie uczuć, treningi fizyczne, treningi umysłowe i psychiczne. Szkoda, że niektórym osobom przestawienie się z wrednego skurwiela na wąchającego kwiatki pajaca jest zbyt trudne, a jeśli nawet nie zbyt trudne, to zbyt czasochłonne.
Taaaak, wszystko jest zielone i pachnące, jak to na wiosnę, coś jednak gnije. Gniją postanowienia noworoczne. Gniją wielkie slogany, co to ja nie będę robić, co to ja spróbuję rzucić, co to ja ograniczę, co to ja zrobię, czego się nauczę, co zjem, co wysram, kogo przelecę. Stagnacja! Ohyda gnijącego sumienia! Wreszcie, kurwa, kanibalizm!
Kanibalizm, o tak, to idealny środek na zapobiegnięciu największej katastrofy naszych czasów - 830 milionów ludzi głoduje na świecie. Fajnie, nie? A teraz, kurwa, zjadać obiady do końca. Ma być Wam przykro. Ale kanibalizm. Kanibalizm. Kraje III świata cierpią z powodu wielkiego przyrostu naturalnego, słabej opieki zdrowotnej, głodu, AIDS, imperialistyczno-kapitalistycznych chujów wyzyskiwaczy Zachodu. 300 lat grzebania w kontynencie, przekopywania każdej piędzi ziemi, byleby tylko znaleźć coś cennego. A jak było czegoś cennego, to była darmowa siła robocza. A teraz się, cholera, martwią bo prawie 1/6 populacji Ziemi nie ma co do gęby włożyć.
(Wkładam do gęby papierosa. Umrę na raka, wiem, spieprzać.)
I jeszcze idiotyczne pytania, jak temu zapobiec. On się pyta co można dla nich zrobić, jak rozwiązać ten problem. Ja odpowiem: “Cofnąć się, kurwa, w czasie i nie dopuścić do niewolnictwa”.
Nieważne, problemy III świata to nie moje problemy.
A o swoich problemach Wam nie opowiem.
Koniec spektaklu, basta, finito.
Spierdzielać na dwór i cieszyć się wiosną.

rzucić palenie, szczytny cel, tylko po co, to takie przyjemne. znam takich co nigdy nie palili, a mają raka płuc
Dobrze napisane, masz zdolności
Pozdrawaim