Wieje, kurwa, wieje.

    No i jak tu nie wypowiedzieć opinii o pogodzie w takich właśnie słowach?

Pogoda, drodzy rodacy, nam się delikatnie mówiąc, zepsuła. Słoneczko, które niedawno tryskało promieniami na nasze szczęśliwe, miłe, uśmiechnięte twarze zmieniło się w twór pieszczotliwie nazwany “Emmą”. Ów twór jest tak zwanym orkanem, czyli inaczej mówiąc huraganem naszych stron, jeśli wierzyć opinii wszystkowiedzącej wikipedii. Radujmy się więc, dawno w Polsce nie było huraganu. Nawet w samym słowie “huragan” jest pochwalna część - “hura”. Aż chce się wyjść na dwór, stanąć twarzą do wiatru i deszczu, pozwolić mu się chłostać po twarzy, a potem krzyknąć: “Hura, huragan!”

Jednak zanim rozminiemy się kompletnie w pozytywnej(mojej) i negatywnych(Waszych) opinii o pogodzie, ponoć, panującej w całej Polsce, to chciałbym wyrazić swoją dezaprobatę w stosunku do tego wiatru. Mogłoby wiać, mogłoby napierdalać jak nie wiem co, mogło by zrywać dachy i wywracać drzewa, ale kurwa mać, dlaczego ma padać?!

Deszcz w przypadku takiego wiatru jest katorgą dla wszystkich niespełna rozumu ludzi, którzy wyszli w ten sobotni wieczór na miasto, by się z kimś spotkać czy zabawić. Deszcz w przypadku naszej Emmy jest istnym przekleństwem dla wszystkich kierowców(ach te wiecznie spadające drzewa, zerwane linie komunikacyjne), mieszkańców wsi (te słodkie latające dachy, te zachwyty nad porwanymi przez wiatr kurami) no i oczywiście strażaków, którzy w pocie czoła, w wielkim trudzie, próbują (daremnie i nieskutecznie) te wszystkie szkody naprawić - jakoś. Wydaje mi się, że praca przy takim wietrze jest bardzo ciekawym przeżyciem, oczywiście idealnie bezpiecznym, stuprocentowo miłym i poruszającym serca, ale bardziej te śmieszne czapeczki z głów strażaków.

Nie umiem wyrazić swojego żalu, że nie mogę być z Wami tam, gdzie jesteście, drodzy strażacy - na ciemnych drogach, na które spadają ciężkie gałęzie, na które spadają zerwane linie telefoniczne i wysokiego napięcia - te ostatnie są szczególnie pomocne, dają iskry, które nieco oświetlają otaczający strażaków mrok nocy. Nie umiem wyrazić swojego zachwytu nad pogodą, która rozpieprza w drobny mak miejsca zamieszkania dziesiątek moich rodaków, która powoduje nierzadko śmierć czy trwałe kalectwo. No, zwyczajnie nie umiem. Wybaczcie.

No, ale cóż, wracam do siedzenia przy ciepłym kominku, pisania coś w moim wielkim zeszycie, pełnym zagadek i niestrawności umysłu i picia gorącej kawki. A wszystkim, co stają na drodze Emmie, życzę powodzenia. Howgh.

~ autor Anomandaris w dniu marzec 1, 2008.

Napisz odpowiedź