Lek na chorobę.
Królestwem dziwności popędza się świat
nikt tu każdego, niczego nie jest wart.
Zbiera się wszem koło zawiści i pychy,
wszyscy obżarci, nadal spragnieni tej największej michy,
z której małości naszego rodzaju powód,
Ale to żaden, wielki czy mały, na to dowód
na słabość naszych członków czy umysłów,
w których życie całe tłoczne od przysłów,
wad, aksjomatów, zasad wszelakich,
które z mądrością ludów wyrosłych z takich.
Jak my ludzi zgorszonych świata na nas złością,
radości pozbawionych ciał naszą małością.
Czy już szczęście niewiedzy da nam ukojenie?
Czy chmarą, chmurą, chmurnością używek nasze ukojenie?
Nic to. Nic to dziś znaczy.
Bo za wiele mamy w świecie wytłumaczeń,
dla czynów niegodnych, złośliwością ludziom się skąpimy.
A czym? A czym jakowąś miłość kupimy?
Tym co zawsze. Radością, szczęściem, Bogów błogosławieństwem.
A jeśli nie?, to zniszczymy ich naszym przekleństwem.
Przekleństwem istnienia, bezsensem naszego życia,
z którego nic nie dostajemy bez banków i ludzi pokrycia
snów, marzeń i myśli złych każdego każdych.
Tak jak my nie mamy litości nad innymi żadnych.
Więc czemuż pretensje? Więc czemu te złości?
Skoro wszystko to w nas samych znane gości?
Czemu uczucie? Czemu przeczucie?
Czy myśli same są nie do odczucia?
To warte nic.
To nic nie warte.
Wstań, odpocznij, odeśpij, ja stanę na warcie,
tych wierszy słów, manipulacji niezdrowych,
by potem, by potem…
być remedium dla moich chorych…

Napisz odpowiedź