Schodkowo.

Świetlistość schodkowej miłości

Czerwona barwa ust zazdrości

W złościach i płaczu zeń wypływa

Czarna, tłusta, śmierdząca oliwa

Po osi żalu i trybów chęci

By działa ciągle system pamięci

Wspomnień ckliwych, nędznych, istotnych

By nie wyrzucać uczuć zegarów…

One się gnieżdżą nad powłoką z rtęci

falującą w wianie, groźbie niechęci

rozmów, tematów, precedensów wszelkich

by potem to wszystko przelać na papier…

Kończy się smutek, wzrasta nadzieja

by pętać, więzić, zaczynać od nowa

i ciągle szukając śladów wszelakich…

Błądzimy zawsze, na bakier!, na bakier!

I tyle tego żałosnego wywodu,

gdy dziś ktoś gdzieś martwy powstaje z grobu

I teraz rzuca, wije się z radości,

że na tym świecie już nie ma…

miłości.

~ przez Anomandaris w dniu grudzień 7, 2007.

Napisz odpowiedź