Schodkowo.
Świetlistość schodkowej miłości
Czerwona barwa ust zazdrości
W złościach i płaczu zeń wypływa
Czarna, tłusta, śmierdząca oliwa
Po osi żalu i trybów chęci
By działa ciągle system pamięci
Wspomnień ckliwych, nędznych, istotnych
By nie wyrzucać uczuć zegarów…
One się gnieżdżą nad powłoką z rtęci
falującą w wianie, groźbie niechęci
rozmów, tematów, precedensów wszelkich
by potem to wszystko przelać na papier…
Kończy się smutek, wzrasta nadzieja
by pętać, więzić, zaczynać od nowa
i ciągle szukając śladów wszelakich…
Błądzimy zawsze, na bakier!, na bakier!
I tyle tego żałosnego wywodu,
gdy dziś ktoś gdzieś martwy powstaje z grobu
I teraz rzuca, wije się z radości,
że na tym świecie już nie ma…
miłości.

Napisz odpowiedź