Cześć, gdzie uciekasz?

Cześć.

Powiesz mi gdzie chcesz uciec ode mnie? W którą jaźń, w które życie? Mógłbym Cię wtedy znaleźć, moja droga. Mógłbym znowu ukoić Cię do snu, moja droga. Na pewno nie chcesz? Jesteś pewna? No to tylko porozmawiajmy, dobrze? Dziękuję.

Oczywiście, że szczerze dziękowałem. Zawsze szczerze dziękuje, nawet jeśli nie uważam tego co zrobiłaś, powiedziałaś, za warte podziękowań. Ale tutaj akurat, w tej sytuacji, uważam, że Twoja chęć do rozmowy jest godna moich podziękowań. Zadowolona? No to idziemy dalej.

Czemu nie chcesz mi powiedzieć przed czym chcesz się ukryć, przed czym uciec? Bo mogłoby mi to sprawić ból? Ha! Mało mnie znasz, moja droga. Mi nie jest w stanie nic sprawić bólu, wyłączając kilknaście dni w roku, podczas których się załamuje i zdobywam nową determinację by działać. Jak działać? Działać w sensie mieć siłę, by żyć pełnią życia. Wtedy też zwykle przez moją głowę przebiegają setki myśli, refleksji, postanowień zmienienia swojego życia, z których i tak – oczywiście – nic nie wychodzi, bo powraca znany schemat działania i życia, a wtedy wszystko szlag trafia. Tak, wiem, jestem słaby. I silny, na przemian.

Ukrywam słabość pod siłą. To normalne przecież. Ty też tak robisz. Próbujesz zwodzić, mamić innych zachowaniem, które jest tylko otoczką, postawą dla innych, a głębiej myślisz co innego, czujesz się inaczej. I nic w tym dziwnego, tyle, że czasami mamy taki czas, że zwyczajnie powołanie do życia tej tarczy ochronnej, postawy, otoczki składającej się z pokazywanych ludziom emocji, zachowań, jest zbyt trudne i stajemy się nadwrażliwi na wszelkie emocjonalne ciosy, słowem krótkim załamujemy się. Ty się nie załamujesz? Kryjesz to? Ciekawi mnie, jak? Dobrze, nie wnikam.

Ładna noc, prawda? Lubisz noc. Jest taka cicha i ciepła, pomijając listopadowe, które niosą tylko ból, stratę i zastępowanie tego co ważne tym co przyjemne. Wtedy się boimy najbardziej? Czego się boimy, pytasz mnie? Przecież doskonale o tym wiesz. Niepewności, moja droga. Niepewności się boimy. Złudzeń, ułud, iluzji. Tego się boimy, bo jakoś tak listopad nie lubi pewności i nie chce jej dopuszczać do naszych umysłów, prawda? Kiwnięcie głową, dziękuje. Też się boisz? Wracając z zajęć, siedząc w mieszkaniu, pijąc kawę, myśląc, pisząc, wspominając, ciągle się boisz. Ja też, ja mam tak samo, moja droga. Nie przejmuj się, to nic nie znaczy, a przynajmniej nie chce, żeby to cokolwiek znaczyło. A Ty chcesz? Milczysz. Niepewność znowu. Torturujesz mnie, moja droga, nie masz litości dla mojej niepewności, nawet z niej zaczynam rymować, bogowie…

I znowu się musimy rozstać, prawda? Za krótko, za szybko. To jest taki nasz mały sekrecik, nasza mała tajemnica, że ciągle jesteśmy nienasyceni i nienasycenia nie możemy wyprawić w podróż międzyplanetarną. Bredzę, wiem. Wiesz, tak zawsze było, gdy wracałaś, albo ja wracałem. Cóż, to był pewien raj, to była pewna Arkadia dla naszych serc, która niestety minęła. Powrotnie czy bezpowrotnie? Odpowiesz mi? Nie odchodź… Nie tak szybko… Tylko odpowiedz…

Proszę, odpowiedz…

~ przez Anomandaris w dniu grudzień 2, 2007.

Napisz odpowiedź