Choroba(ciała, nie duszy)

No to się zapieprzyłem w chorobę jak nie wiem co. Ledwo oddycham, z trudem próbuje przetkać moje biedne drogi oddechowe, które zawalone są jakąś ohydną żółto-zieloną mazią, klejącą się do wszystkiego(mogę używać jej jako kleju – pozytywne myślenie on)

Choroba ciała źle działa na duszą, bo wszakże w zdrowym ciele zdrowy duch. Człowiek chory jest nadwrażliwy na elementy otoczenia, które go irytują i nie czuje żadnych zahamowań, by swojej irytacji nie wyrazić, zwykle poprzez krótkie, acz dźwięcznie, zawsze niecenzuralne, słowa. Potem człowiek chory wlecze swoje chore cielsko do swojego własnego sanktuarium chorobowego, w którym spokojnie pozwala (z braku leków) chorobie się rozwijać. Mówią Ci “nie pal”, ale jak tu nie palić, jak to jedyne co mnie trzyma przy życiu, nawet jeśli pogarsza, i tak denerwująco beznadziejny, stan gardła. Za to dostaję mleko z miodem, które wypijam duszkiem, byleby nie czuć posmaku owej mazi, która spływając do żołądka(jeśli oczywiście się nie przyklei do przełyku itp), powoduje fatalne mdłości. Człowiek od razu mówi swojej rodzicielce, że nie ma mowy, żeby coś robił następnego dnia, wyłączając oczywiście wizytę u lekarza, który przepisze leki, odhaczy pacjenta i każe mu się kurować przez tydzień w domu. A ten tydzień to istna katorga dla rodziny chorego człowieka, bowiem chory człowiek lubi obnosić się ze swym stanem, narzeka, udręcza się, użala się nad swoją marną fizyczną kondycją.

Psychicznie jest wyprany z wszelkich pozytywnych uczuć, które mogłyby przyśpieszyć poprawę stanu zdrowia. Zwyczajnie odczuwa żal do całego świata, że jest chory, że inni nie muszą budzić się z wysuszonym gardłem, gorączką i bólem mięśni, mogą spokojnie robić to co robią na co dzień. Wtedy zaczyna zabijać nudę, zawsze pojawiającą się podczas choroby, na różne sposoby. Może tworzyć, może spać(wskazane), może teoretycznie też biegać boso po śniegu na podwórku, ale to jednak nie jest zbyt dobry pomysł. Może również robić największą głupotę na świecie, czyli siedzieć przed telewizorem i odmóżdżać się przy idiotycznych(zawsze) programach dla kultury masowej. Ale może też czytać mądre książki, z których nic nie zrozumie, bo jest zbyt otępiały, by cokolwiek rozumieć ponad potrzebę wzięcia tabletek o tej i o tej godzinie(chwileczkę, ja nie posiadam na razie żadnych tabletek!, więc nic nie będę rozumiał). Może też…, hm…, sam nie wiem, uprawiać z namaszczeniem samogwałt, ale to też jest jednak substytut jakiegoś zajęcia, substytut nędzny, bo nędzny, ale ofiarujący namiastkę czegoś przyjemnego. No oczywiście chyba, że ma się wysoką gorączkę i narzędzie samogwałtu boli jak jasna cholera. Może człowiek chory skupić się na muzyce, która go uspokoi i utuli do miłego snu, z którego oczywiście człowiek obudzi sie i stwierdzi, że jakakolwiek nieaktywność niesie za sobą reperkusje, dotyczące bezpośrednio wzrostu objawów choroby. Można także włączyć jakąś popularną grę, jak na przykład saper, pasjans, szachy, i zabijać nimi nudę, ale to środek nudobójczy wyjątkowo słaby i wyjątkowo nudzący(paradoks, nieprawdaż?). Chciało by się człowiekowi choremu porozmawiać z kimś, kto go zrozumie, pocieszy, że wszystko będzie dobrze, ale takich ludzi człowiek chory zwykle pod ręką nie ma, a sam w rozmowie jest zgorzkniały, rozżalony i uważa, że w momencie choroby jest pępkiem świata, co zwykle nie jest tolerowane przez kogokolwiek.

Zbierając to do kupy, stwierdzam, że nie ma już nigdy ochoty być chorym człowiekiem, bowiem człowiek chory jest męczący jak ciężka cholera, a tego nikt nie lubi. Zakopię się w swoim pokoju, będę pił herbatkę, będę palił papierosy, bo głód tytoniowy niestety jest większy niż pragnienie wyzdrowienia, aż dostanę leki czy ewentualnie pojadę do lekarza, zademonstruje mu moją wątłą fizyczną postać i dostanę prochy, które będę musiał brać o jakichś dziwnych godzinach, bo tak będzie napisane w dawkowaniu tychże leków.

Choroba to zdecydowanie niepozytywny akcent życia. Bądźcie zdrowi!

~ przez Anomandaris w dniu listopad 11, 2007.

Napisz odpowiedź