header image
 

Stabilność, przysięga czy krzywoprzysięstwo i miłość?

Ludzie od zarania dziejów poszukują kilku rzeczy, takich jak szczęście, bogactwo, sukces, jednak zawsze priorytetem w ich poszukiwaniach była miłość. Miłość. Krótkie, zaledwie dwusylabowe słowo, które jednak zawiera w sobie i szczęście, i bogactwo, i sukces, i przyjaźń, i zaufanie, i odpowiedzialność za drugą osobę. Czyż można lepiej wyrazić swoją sympatię do osób bliskich, niż mówiąc “kocham Cię”? Czy można w obliczu takiego słowa pozostać obojętnym?

Mamy wiele rodzajów miłości, od tej, którą znamy od najwcześniejszych lat, czyli miłość rodzicielską. Mamy również miłość między rodzeństwem, mimo niby-to-poważnych kłótni i “nienawidzenia się nawzajem”. Mamy też miłość przyjaciół, związek duchowy, potocznie nazywany przyjaźnią, który może chyba tylko wykiełkować między przedstawicielami tych samych płci. Ale mamy również największą tajemnicę spośród wszelkich miłości, miłość zakochanych, miłość kochanków, miłość wielbiących się do granic poznania i wykraczających w wielbieniu się poza te granice. I to właśnie uczucie porywa ludzi, unosi z wiatrem, kompletnie oszołamia, nie pozwala racjonalnie myśleć, choćby wszelkie przesłanki wskazywały, że to co robimy nie jest właściwym wyborem. Ale czego się nie robi w imię miłości?

Ludzie zakochani prawdziwie są największym skarbem pośród innych tego życia. Czystą przyjemnością jest patrzeć na wzrok miękki, wzrok czuły, wzrok nieco ckliwy, wzrok podniosły, wielki, boski, który zawsze posiadają zakochani, patrzący na siebie w zapamiętaniu. Ten wzrok jest sekundką wieczności w życiu, można tak patrzeć w źrenice ukochanej osoby i trwać, i trwać i tylko trwać w tej przyjemności, tak czysto duchowej, tak nieskażonej jadem fizyczności, która nieraz oszukuje mami, oszukuje osoby prawie gotowe do tego uczucia. I ten wzrok daje nam poczucie bezpieczeństwa, poczucie pewności, że ta druga osoba jest i będzie zawsze. Ale czy zawsze może być?

W dzisiejszych czasach ludzie zamykają się w kręgach kariery, chęci odnoszenia sukcesów zawodowych, a potem dopiero szukają miłości, jakby nie wiedząc, że miłość to nie jest coś co można szukać, a co spada jak grom z jasnego nieba, uderza, zwala z nóg, wbija w ziemię, a potem podnosi zupełnie innym człowiekiem. Człowiekiem, który ma już przeświadczenie, że szukanie czegokolwiek mija się z celem, bo na prawdziwą, szczerą, bezkompromisową miłość można tylko czekać, aż wreszcie ona zabłyśnie w naszym życiu i zacznie stanowić jedyny jego cel. Czy czekanie na drugą osobę z zapartym tchem, z bijącym niemożliwie szybko sercem, które swoim stukaniem, a właściwie waleniem, grozi zawałem, czy patrzenie w każdą przestrzeń i widzenie w nim siebie i osobę ukochaną, czy obrazkowanie nad tym, co z ukochaną osobą się zrobi, co się osiągnie, gdzie się pójdzie, gdzie sie spotka, niby to przypadkiem, jak się będzie żyć z nią razem, gdy już będzie to razem pełne i szczęściogenne, czy to wszystko jest właściwym opisem choćby namiastki miłości? Nie umiem odpowiedzieć, bo odpowiedzi na takowe pytanie zwyczajnie nie ma, w naszych językach nie istnieją takie słowa, by oddać emocje, które szaleją, burzą się i powstają na nowo, gdy widok ukochanej osoby przyprawia o drżenie każdej komórki ciała, która kocha i chce kochać, byle dłużej, byle mocniej, byle spłonąć, byle żyć z tym uczuciem, byle je pielęgnować, dbać o nie, żeby nie dać mu zginąć. Bo czymże byłoby życie bez miłości, tak wielkiej i prawdziwej? Niczym, niczym i jeszcze raz niczym!

Co śmieszniejsze, w dzisiejszym społeczeństwie zauważamy nadal, że istnieją związki wyłącznie z rozsądki, nierzadko podyktowane przez rodziców, chcących dla swoich pociech lepszej przyszłości. Nierzadko też widzimy związki, które z miłością mają tyle wspólnego co kredens z Bogiem, które opierają się tylko i wyłącznie na tej wpadce, z której powstało dziecko. I ta wpadka nierzadko wiążę ludzi, zupełnie do siebie nie pasujących, na długie lata, w których z każdym dniem narasta chęć zdrady, poszukiwania tej prawdziwej, niesamowicie czystej miłości. I wtedy zaczynają sie schody, bowiem - zwykle - wtedy owe osoby są po ślubie, czyli mają już założony kaganiec na uczucia, który wiąże, uniemożliwia pójście za głosem serca. A głos serca podpowiada, by zaryzykować anatemę Kościoła, by zaryzykować zdradę, by rzucić na szalę wagi związek, nieszczęśliwy, ale jednak stabilny związek. I wtedy jest bitwa, wielka batalia myśli, rozgrywka miedzy Rozumkiem, a Sercem, między Ryzykiem, a Rozsądkiem, czy warto ryzykować, rzucić się na wiatr uczuć, czy pozostać w stagnacji emocjonalnej, być nieszczęśliwym/ą. Co się zwykle wybiera?

Stabilność. Bo stabilność trudno osiągnąć, bo stabilność daje stabilność, również emocjonalną, co dla osób racjonalnie myślących, jest priorytetem. W miłości zawsze jest niewiadoma, a w związku stabilnym, jest tylko pewność. Tyle, że ta pewność nie daje satysfakcji, nie daje największego szczęścia, największej ekstazy w prawdziwej miłości. Daje stabilność, która utrzymuje przy życiu. Tylko i wyłącznie.

Kończąc, bo żywioł wygasł, a temat został wyczerpany. Stabilność, stabilizacja w związkach działa źle na moją osobowość, wprawia w nastrój niezbyt sprzyjający pisaniu o wzniosłych uczuciach, zwłaszcza takich jak prawdziwa, niczym nieskażona miłość. Ogień dogasa, więc również wygasa miłość, na chwilę jednak tylko, bo miłość trwa i trwać będzie. Zawsze i wszędzie. Czekajmy na nią, aż na nas spadnie jak grom z jasnego z nieba, powali nas i podniesie na nowo, jako osoby zakochane. Czekajmy na to - bo warto.

~ autor Anomandaris w dniu listopad 8, 2007.

Napisz odpowiedź