Republika pragnień?
Każdy ma jakieś pragnienia, prawda?
Każdy czegoś pożąda, każdy czegoś pragnie ponad wszystko inne na świecie. Ludzie biedni pragną bogactwa, ludzie bogaci pragną coraz to nowszych wrażeń, gracze w MMORPGi pragną coraz to lepszych postaci i coraz to lepszego wyposażenia tychże postaci.
Niektórzy w swych pragnieniach skupiają się wyłącznie na materialności, inni natomiast – mając niejednokrotnie całą tą materialność, czyli status, bajeczne dochody i inne mało istotne rzeczy – pragną uczuć, które ich będą zdumiewały swą siłą i gwałtownością.
Ja dla przykładu pragnę w tej chwili spotkań towarzyskich, by wyzwolić się od nudy życia codziennego, które tak potęguje coraz to bardziej postępująca jesień, tak niemile skracająca dzień, a co za tym idzie – światło słoneczne. A ja – jako stworzenie całkowicie solarne – potrzebuję tego światła. Do niedawna sądziłem i byłem gotów moich racji bronić wszelkimi możliwymi sposobami, że dzień jest mi zbędny, że wystarczyłaby mi nocna kawa, ciemność za oknem, papierosy i kilka kartek papieru, na których mógłbym zapisywać różne swoje myśli czy też, na których mógłbym stworzyć coś oryginalne, co by zachwyciło czytających moje wypociny. Jednak, biorąc pod uwagę, że czytających moje wypociny jest liczba raczej mierna, to wychodzi na to, że piszę wyłącznie dla siebie i dla siebie umieszczam te wszystkie moje myśli, przemyślenia na tym blogopodobnym tworze. Co nie zmienia faktu, że pragnienia pozostają pragnieniami, a nader wszystko pragnę spotkań towarzyskich i większej liczby odwiedzin na tejże stronie. Chciałbym również, by osoby odwiedzające nie traktowały tejże strony jako miłe źródło informacji, które potem się dowolnie przetransformuje, by służyły innemu celu. Chciałbym natomiast, żeby ten blogopodobny twór był czymś w rodzaju dialogu między gigantyczną społecznością internetową, a autorem – w tym przypadku mną. Ale tak jednak się nie stanie, bowiem mentalność ludzi korzystających z internetu w większości wygląda tak, że szuka się danego zapytania, a gdy się znajdzie, a więc wykorzysta, to można spokojnie porzucić ową stronę z informacjami, których poszukujemy, a autorowi możemy pokazać tyłek i ewentualnie – jeśli będzie się chciało – powiedzieć: “Tu mnie możesz pocałować.”
A ja powiem jednak, że całować Was – drogie, małe grono czytelników – nie będę, bowiem zwyczajnie mi się nie chce. Podchodzę do sprawy tak samo jak Wy. Mi zwyczajnie wisi czy ktoś to będzie czytał, czy ktoś wykorzysta informacje zawarte choćby w takich wpisach jak “Obustronna nienawiść w historii”, czy też nie. Jest mi to głęboko obojętne, skoro jedyna osoba, która raczyła się wypowiedzieć na temat moich prac, to jakiś osoba władająca językiem angielskim osoba z nie wiadomo jakiego miejsca na ziemi. Nie będę też pisał tutaj o sprawach, które najbardziej nęcą tłum, czyli nie będę pisał o polityce, bo mam wrażenie, że nam – jako narodowi polskiemu – starczy już wiecznych narzekań jak to u nas jest źle i jak to u nas źle będzie.
Olewactwo, które jasno widać i w tym wpisie i w większości zachowań w internecie, jest tak cholernie irytujące, że ręce świerzbią, by komuś przydzwonić w łeb. Czy społeczność internetowa, czy mieszkańcy globalnej wioski, są zawsze takimi paskudnymi ignorantami, którzy wlezą na jakąś stronę, przeczytają coś, co ich zainteresuje, a potem wyjdą szybko tylnymi drzwiami, byleby nie zostać zapamiętanym. Byleby nie zostawić po sobie jakiegoś śladu, jakiejś oznaki, że dana rzecz daną osobę poruszyła, zniesmaczyła, zainteresowała czy cokolwiek innego. Dlaczego tak robimy – bo mnie to nieraz też dotyczy – że boimy się wyrazić swoją opinię na dany temat, że boimy być pierwszymi, którzy wyrażą swoją opinię na dany temat? Czy to jakaś niewytłumaczalna fobia przed wypowiedzeniem się, które może zostać zrównane z ziemią przez następnych wypowiadających się? Czy to zwyczajne olewactwo, lenistwo, dzięki któremu Wy zyskujecie troszkę czasu, które zabrałoby Wam napisanie czegoś od siebie, a ja – jako autor tych kilkudziesięciu tekstów – mam wrażenie, że już nic oprócz polityki polaków nie porusza.
To w zasadzie jest smutne, ale i frustrujące, że tworzę dla Was – jako dla mieszkańców globalnej wioski – a moje słowa odbijają sie echem po ścianach internetu. Co bardziej smucące, ale i też bardziej frustrujące, że te ściany są pełne ludzi, a raczej ich internetowych postaw i internetowych zachowań, tak niekiedy odmiennych od tych w “realu”. Czy naprawdę musiałbym napisać jakiś felieton polityczny, w którym bym musiał mieć na tyle kontrowersyjne poglądy, by Was zainteresować?
Jeśli tak, to jednak muszę Was rozczarować, moi drodzy nieliczni czytelnicy, bo takich rzeczy tutaj nie uświadczycie. Bo ja, będąc pieprzonym nonkonformistą i indywidualistą w każdym calu mojego ciała, nie będę pisał o tym, co porusza większość. Amen.

Napisz odpowiedź