1 listopada - idea spotkań towarzyskich na cmentarzach.
Serdecznie zapraszam dzisiejszego dnia na wszystkie pobliskie cmentarze. Dzieją się tam niespotykane rzeczy. Pierwszą z nich jest obecność, nie tylko babć w beretach z niezwykle popularnego materiału, ale też innych ludzi, których zwykle na cmentarzach nie uświadczycie. Drugą rzeczą jest niesamowicie wręcz widowiskowy widok całych tłumów, składających się z co najmniej trzy pokoleniowych rodzin, które chodzą we i nazad, nosząc torby pełne zniczy. Oczywiście ten widok sam w sobie nie jest zaskakujący, bo każdy może iść z dzieckiem i dziadkiem na cmentarz, ale ubiór takowych tłumów - wręcz stad - jest doprawdy ciekawy.
Pisząc “ciekawy” mam na myśli całą gamę strojów, które zwykle prezentują kobiety. Oczywiście te wszystkie stroje doskonale pasujące do samego święta(tu wyjątek stanowią kobiety w niezwykle wręcz krótkich spódniczkach), bo są zwykle w ciemnych tonacjach, jednak idąc przez te cmentarne alejki, ma się wrażenie, że kobiety nic innego nie robią cały rok, tylko szykują kreacje na święto zmarłych. Wtedy to cmentarz zaczyna przypominać pokazy mody na jesień. Jak jeszcze mężczyźni prezentują stonowane garnitury plus obowiązkowe czarne, grube płaszcze, to kobiety daleko wybiegają, by zrobić wrażenie na innych kobietach.
Dodatkowo dochodzi fakt, że na cmentarzach 1 listopada zwykle jest pół danej miejscowości, więc pokazanie się w ubraniach, które wyszły z mody bądź okazanie jakiejkolwiek oznaki niedbania o siebie, jest znakomitym pretekstem, by tą osobę obgadywać potem tygodniami, mówiąc z niezwykłą emfazą: “A pamiętasz w co ONA się ubrała na święto zmarłych? To nie do pomyślenia!”. Oczywiście noszenie takich strojów wymaga dostojnego, spokojnego kroku, który powoduje totalny zator na głównych alejkach cmentarzy, który z kolei doprowadza do szału przedstawicieli płci brzydkiej, którzy zwykle chcą odbębnić pójście na cmentarz i spokojnie potem leniuchować w domu. Dlatego na cmentarzach można wyróżnić kilka rodzajów min.
Pierwszym jest oczywiście smutne zadumanie na istotą przemijania, który zwykle występuje u pokolenia starszego, które równie dobrze mogłoby na tych cmentarzach zostać, bo w zasadzie nie ma po co wracać do domu. Drugim rodzajem min jest specyficzna mimika kobiet, które spotykają znajomych przy grobach, na przykład wspólnych znajomych, bądź rodziny, która jakoś tych znajomych łączyła. Wtedy jest dosłowna parada fałszywej radości ze spotkania, uważne taksowanie wzrokiem stroju każdego rozmówcy, zakłamany smutek nad tymi, którzy odeszli oraz oczywiście wymienianie plotek, którym towarzyszy niezbyt pasujący do cmentarzy entuzjazm. Oczywiście jest rodzaj min, które zobaczymy tylko u mężczyzn. Zwykle mimika facetów idących ze swoimi kobietami na cmentarz jest prosta do odczytania, bo występuje tutaj mina w rodzaju “to trzeba zrobić, trzeba wyczekać, potem do domu, piwko, mecz” lub mina bardzo niebezpieczna dla płci brzydkiej “kiedy ona skończy gadać z tymi koleżankami? Ile można siedzieć na cmentarzu? O której zaczyna się mecz?”. Ta ostatnia mina jest niezwykle niebezpieczna, bo niesie ze sobą przykre konsekwencje w domu. Oczywiście, że jest zestaw min, które mają tylko dzieci. Jest to zafascynowanie tłumami na cmentarzu pomieszane z niecierpliwością powrotu do domu i do zabawek. Jest jednak jeszcze jednak grupa wiekowa, która zasługuje na uwagę, biorąc pod uwagę mimikę i zachowanie. Oczywistym jest, że to młodzież, która ma zwykle kompletnie gdzieś święto zmarłych, która uważa to za stratę czasu, który można by wykorzystać na jakieś przyjemne spotkanko na mieście czy na przejście kolejnej gierki na komputerze. I właśnie zestaw min tejże grupy jest najbardziej wymowny, bo znaczy mniej więcej tyle “chodźmy stąd, dobra? Możemy już iść? Nudzę się… Nie chce się widzieć z babcią, chodźmy stąd. Pójdziemy stąd wreszcie? Boże, ile można siedzieć na cmentarzu?!” Te miny też niosą kłopoty, bo mało który rodzic rozumie myślenie młodych ludzi, którzy umarłym poświęcają tyle samo czasu ile zajmuje napisanie takiego znaczka w opisie na gg: “[*]“.
I tu pojawia się problem kolejny, bowiem niektóre rodziny traktują ten dzień jako okazję do wspominania zmarłych bliskich na przykład podczas bardzo oficjalnych, bardzo poważnych, rodzinnych obiadków, od których uwolnić się jest nader trudno. Dla młodego człowieka przebywanie powiedzmy 3 do 5 godzin z różnego rodzaju ciotkami czy innymi babciami jest nie do zniesienia. Rozmowy o jego szkole, o jego dziewczynach/chłopakach, wspominanie jaki był młody człowiek słodki w dzieciństwie(należy strzec się rodziców, którzy lubią robić obciach mówiąc różne krępujące rzeczy o młodym człowieku, na przykład “a nasz Bartuś jak był mały, to w przedszkolu na przedstawieniu się zesikał w majtki, pamiętasz Bartusiu?”) są dla młodego człowieka oznaką, że już wpadł po uszy w wielki kubeł gówna, wokół którego stoją znicze symbolizujące właśnie ten dzień. Gdy taki obiadek już dobiega końca, gdy już młody człowiek wraca do domu, siada do komputera, puszcza sobie muzykę, rzadko myśli nad tym, jak został najpierw zdenerwowany czekaniem na starsze pokolenia, potem jak został upokorzony zwykle przez własnych rodziców, zanudzony do granic możliwości przez ciotki opowiadające wiecznie o swoich problemach zdrowotnych(tu zwykle mamy do czynienia z wzdęciami jelita grubego, nadczynnością tarczycy czy innymi podobnymi sprawami, które młodego człowieka z reguły doprowadzają do myśli samobójczych), a skupia się na rozwijaniu swych kontaktów towarzyskich, czyli na tym, co lubi najbardziej. A jakby spojrzeć na całe święto, przygotowania, bieganie po sklepach, by znaleźć najtańsze i najbardziej niezwykłe znicze, ranna gorączka, by zdążyć na cmentarz przed członkami rodziny, których się nie lubi, patrząc potem na plejadę barwnych strojów, paradę min, słuchając dyskusji o nieboszczykach, to ma się wrażenie, że zaduma, która jednak powinna występować w ten dzień, całkowicie zanikła.
Powodem niewątpliwie jest fakt, że z święta zmarłych zrobiliśmy rewię towarzyską, zatracając to mistyczne zadumanie nad losami pochowanych, jednak nie można mówić o całkowitym zatraceniu tej zadumy. Ta zaduma, choć nieco wypaczona, widoczna jest u ludzi starszych, którzy najczęściej bywają na cmentarzach. Tyle, że ta zaduma przekształca się w wielki żal, że ci ludzie umarli dla nich i można tylko odwiedzać ich groby. Przywiązanie do ciała fizycznego jest zadziwiające, biorąc pod uwagę nauki chrześcijańskie, w których jasno można wyczytać, że to dusza jest najważniejsza, a dusza ulatuje wraz z śmiercią z ciała. Tak więc zamiast żałować i płakać nad szczątkami, tak już ohydnie pożeranymi przez pracowite białe larwy, powinniśmy spojrzeć na te marmurowe płyty, odczytać wolno imię i nazwiska oraz pomyśleć jakimi wspaniałymi ludźmi byli nasi bliscy.
To jednak się nie zmieni. Rewia pozostanie rewią, żal pozostanie żalem, irytacja pozostanie irytacją, a zmarli pozostaną zmarłymi. Bo przecież nie wstaną, nie?

Podzielam Twoje zdanie w 100%!
To co się dzieje na cmentarzach 1go listopada, to jakiś festyn.
Rewia mody, punkty gastronomiczne, zabawki dla dzieci.
Coraz mniej miejsca na zadumę, wspomnienie…
Ja znalazłem receptę, staram się nie zwracać na to wszystko uwagi.
Wiekszą uwagę poświecam zmarłym niż żywym.
Dziekuję za ten wpis, pozdrawiam i zapraszam do mnie na http://www.cmentarz-stary.w-lodzi.info
Zajrzałem i znalazłem tam wiele ciekawych… grobów.
Nie jest tak, że poświęcam więcej uwagi zmarłym niż żywym, bo to byłoby hm… dziwne, ale generalnie to co większość ludzi wyprawia na cmentarzach w czasie Święta Zmarłych, to przechodzi ludzkie( i pewnie też zmarłych) pojęcie.