Prognoza wiary i religii.
Polska od zawsze należała do najbardziej gorliwych krajów chrześcijańskich. Od chrztu Polski do czasów najnowszych jesteśmy wielką oazą katolicyzmu, bowiem ponad 95% deklaruje się katolikami. Można tu dodać jeszcze, że w naszym kraju następuje pewna zmiana w ilości ludzi głęboko wierzących. Dane z 2005 roku przedstawiały, że co piaty Polak deklaruje się jako głęboko wierzący, a dane z 2001 mówiły, że tylko co dziesiąty Polak uznaje się za głęboko wierzącego. Nie zmienia to jednak faktu, że to ostatnie lata takiej głębokiej wiary w polskim społeczeństwie.
Można mówić, że tendencja wzrostowa, o której napisałem wyżej, spowoduje jeszcze większe grono wierzących głęboko i prawdziwie, jednak popatrzmy na kwestie socjologiczną i historyczną prognozy wiary i religii.
Historia bardzo jasno i bardzo zrozumiale uczy nas, że wiara była wielką siłą w latach, w których Polska zwyczajnie nie istniała na mapach. Wtedy to pokolenie romantyków, tak odwracających się od poprzedniej epoki - oświecenia, propagowało głęboką, silną, osobistą wiarę w Boga. Religia w tamtejszych czasach ratowała polskie społeczeństwo pod zaborami, dawała wytchnienie, dawała nadzieję na lepsze jutro, dawała oparcie od trudów i trosk codziennego życia pod okupacją. W imię Boga i ojczyzny(zabawne jak często te dwa pojęcia sie wiążą ze sobą) ówcześni romantycy, patrioci, dokonywali czynów kompletnie kłócących się z religią, ale nikt na to w zasadzie nie patrzył. Wiara i religia były niezmienne, były potężne, były wielkie. Tak samo jak w określenie polskiego komunizmu.
Tu mamy identyczny przykład oddziaływania wiary i religii na polskie społeczeństwo. Księża byli w tymże okresie orędownikami prawdy, których nie podobna było podejrzewać o cokolwiek(co nam ładnie się wyjaśniło w poprzednim roku, odnośnie księży, którzy donosili na swych kolegów po fachu). Pokolenie, które tak silnie wierzyło wtedy, które tak przywiązało się do Kościoła, obiecującego nadzieję, obiecującego wyzwolenie się spod władz komunizmu, teraz jest pokoleniem średnim i starym. Większość z tego pokolenia wychowało się w najlepszym okresie dla wiary, okresie, w którym Karol Wojtyła został papieżem, w którym wiara ta była potrzebna i rzeczą nieprawdopodobną było nie wierzyć.
Teraz jednak patrzymy sobie spokojnie na ulice miast, gdzie spaceruje sobie młodzież. Młodzież ta - wychowana w latach demokracji, czyli roczniki 90+ - nie zna już tej siły wiary, nie zna represyjnego aparatu partii, nie wie praktycznie nic o Służbach Bezpieczeństwa, nie czuje tej potrzeby wiary. Bowiem doskonale rozumie, że demokracja daje wolność wyznania, że daje spokój i stabilizacją społeczną, a to w większości przypadków przekreśla ich szanse na stanie się głęboko wierzącymi. Dla młodzieży z roczników, o których już wspomniałem, nie liczy się wiara. Można to spokojnie zaobserwować, patrząc choćby na ilość osób młodych, które sprytnie z drogi do kościoła, skręcają do parków, na miasto czy do pobliskich sklepów. Pokolenie starsze oburza się niejednokrotnie na zdemoralizowanie dzisiejszej młodzieży, która nie dość, że nie chce chodzić do kościoła, to jeszcze śmie ubierać się tak jak chce, czyli często dość kuso ( w przypadku kobiet oczywiście ). Dalej zauważamy kolejne stadia, czyli chodzenie na dyskoteki, chodzenie do barów, chodzenie do pubów i tam demoralizowanie się alkoholem, papierosami, narkotykami, ohydnie wyuzdanym tańcem w strojach, które u starszych babć wywołać by mogły tylko ataki apopleksji czy zawały serca. Co chcę przez to powiedzieć?
Chcę powiedzieć, że ówczesna młodzież ma, delikatnie mówiąc, w dupie kościół, sprawy wiary i religii. Nie obchodzi ich Bóg, bo Boga nie ma przy nich tu i teraz, nie ma go na zabawach, przy wódce i papierosach. Bóg jest sobie gdzieś tam daleko w niebie, więc można go spokojnie ignorować i podawać się sprytnie za ateistów(trudne słowo, mało osób z owej młodzieży wie w ogóle co to znaczy), którzy mogą sobie bimbać na wiarę, religię czy też kapłanów. Teraz jest to tylko niezbyt zorganizowany ruch młodzieżowy, który zwiastuje jednak wydarzenia znacznie poważniejsze, bowiem to ta młodzież za 10-15 lat będzie klasą pracującą i to właśnie oni - którzy wynieśli takie wyobrażenia o religii z wieku dojrzewania - będą odpowiadali w ankietach na pytania takie jak “Czy wierzysz w Boga?”, “Jesteś katolikiem/katoliczką?” i tym podobne.
W następnych 10-15 lat będziemy obserwowali ciągłą demoralizacją młodzieży, która będzie coraz częściej plwać na Boga, stając się przy tym główną grupą społeczeństwa. Skończy się okres ślepej wiary w coś, co nam wpoili rodzice, a zacznie się okres wiary, której trzeba będzie szukać. Oczywiście, nauki rodziców będą nadal odnajdywały swoje miejsce w główkach dzieci, więc szeregi katolików będą nadal zasilane, ale ten odsetek osób wierzących w Boga, będzie już mniejszy. Może nieznacznie, może ten spadek będzie naprawdę niewielki, jednak religię, zwłaszcza chrześcijaństwo, czekają w bliskiej przyszłości ciężkie czasy.
Ale warto wziąć pod uwagę jeszcze jedno stwierdzenie:
“Jak trwoga, to do Boga.”
Oby nie.

Napisz odpowiedź