Dywagacje na temat boskości Maryi.

Zacznę prozaicznie i trywialnie, nie siląc się w najmniejszym stopniu na oryginalność wstępu, od przekazania na jakich dziełach będę się opierać w moich rozważaniach. Pierwszym moim, a zarazem najstarszym polskim, tekstem poetyckim będzie osławiona „Bogurodzica” , będąca swojego rodzaju patriarchą polskich pieśni. Drugim czynnikiem mojej pracy będzie również sławny, choć w sposób nieporównywalny do „Bogurodzicy”, plankt „Posłuchajcie, bracia miła”. Oba te – niewątpliwej wartości narodowej, jak i merytorycznej – utwory są zabytkami języka polskiego. Oba charakteryzuje trudny do zrozumienia – a co więcej, do zinterpretowania – język, który przecież tak znacznie odbiega od dzisiejszej, pełnej skrótów i zapożyczeń, mowy. Na dodatek oba te teksty są tworami ludzi(bo choć, zarówno „Bogurodzica jak i Lament Świętokrzyski nie mają wyszczególnionych autorów, to jednak można śmiało założyć, że napisali je ludzie), których poglądy na religię i wiarę tak się różnią od obecnych, tak więc wywnioskować można, że jako osoba, której przekonania drastycznie się różnią od niegdysiejszych, mogę popełnić błędy w moich rozważaniach. Zapewniam jednak, że będę się tego z nabożnym lękiem wystrzegał.

Przez wgląd na historię powstania, zaszczytne wydarzenia, które kojarzymy z tą pieśnią( rola hymnu narodowego przed Bitwą pod Grunwaldem), zacznę od tekstu „Bogurodzicy”, który jak wiemy zawiera wiele pobocznych i symbolicznych znaczeń, które wielką szkodą byłoby pominąć. „Bogurodzica”, jako najdawniejsza polska pieśń powstała najprawdopodobniej pomiędzy XI a XIV wiekiem, jednak najpewniejsze źródła wskazują na wiek XIII. Niegdyś napisanie tegoż utworu przypisywano św. Wojciechowi. Przechodząc od części historycznej do literackiej, warto jeszcze wspomnieć, że literaturę w tych czasach determinowała jedna osoba, na której skupiało się życie wszystkich ludzi żyjących w Europie. Oczywiście tą osobą jest Bóg chrześcijan, zwany Jahwe. To poprzez jego pośredni, a bezpośredni wpływ Kościoła, przez dłuższy czas wszelkie literackie dzieła były tworzone wyłącznie z myślą o Bogu. Takie też myślenie widać gołym okiem w „Bogurodzicy”, choć to zamierzam wyjaśnić w dalszej części mojej pracy.

Podmiotem lirycznym w najstarszej polskiej pieśni jest Lud Boży, zwykli mieszkańcy ziemskiego padoły, żyjący z nadzieją, że marne życie na ziemi zostanie im wynagrodzone w zaświatach. Przedmiotem próśb owych śmiertelników jest Maryja, która przez wzgląd na św. Jana Chrzciciela, jest proszona, a wręcz błagana, aby przekonać Jezusa Chrystusa, że te marne owieczki jego stada są warte, cudownego wiecznego życia. Samo błaganie występuje głównie w pierwszej strofie, w słowach: „(…) Zyszczy nam, śpu(ś)ci nam.”, które w przełożeniu na język zrozumiały dla przeciętego zjadacza chleba, znaczą: pozyskaj, zjednaj, ześlij. Druga strofa przytacza nam „konkrety”, których chcą biedni - żyjący na ziemi – ludzie, a mianowicie to wyczekiwane przez wszystkich życie wieczne. Ciekawym, jak dla mnie, człowieka nie znającego się na mediewistyce, jest zastosowanie pośrednictwa między odległymi elementami świata, jak to opisał w swych dziełach św. Tomasz z Akwinu. Wspominał on o elementach, będących w zbyt wielkiej odległości od siebie , która skutecznie utrudniała im kontakt. W identycznej sytuacji jest Lud Boży nadaremnie błagający Boga o życie wieczne, który potrzebuje pośrednika, elementu będącego w stanie komunikować się, i z Ludem Bożym, i z Bogiem, a znajduje go w osobie Matki Boskiej, Maryi Dziewicy. Jest ona w „Bogurodzicy” przedstawiona jako osoba bliska Bogu, przez niego wybrana, od której zależy życie pozagrobowe rzesz wiernych. Poniekąd spełnia tu rolę boską, ponieważ to ona może zadecydować, czy wierni zostaną wysłuchani przez Boga, czy też, używając powiedzenia z obecnych czasów, zostaną „odprawieni z tzw. kwitkiem”. Biorąc pod uwagę Maryję, która była przedstawiona w Ewangeliach, jako wzór wszelkich cnót, to możemy być pewni, że błagający zostaną wysłuchani. Nasuwa mi się jednak jeszcze jedno stwierdzenie z naszych czasów, gdy czytam moje powyższe słowa: „Jedno jest pewne. Nie ma nic pewnego”.

Drugim tekstem moich rozważań jest „Lament Świętokrzyski”, którego pełna nazwa brzmi „Posłuchajcie, bracia miła, żale Matki Boskiej pod Krzyżem”. Jest to anonimowa pieśń z drugiej połowy XV wieku, która należała do rękopiśmiennego zbioru tzw. „Pieśni łysogórskich”. Wyróżnia je zadziwiająca treść(oczywiście jak na te czasy) i kunszt wersyfikacyjny(inicjuje wiersz wolny) oraz kompozycyjny (tryptyk). Ważnym, a dla mnie szczególnie ważnym, bo na tym właśnie punkcie będę opierał swoją przyszłą opinię, jest czynnik w pieśni, który wskazuje, że wiersz jest niezwykłą tonacją uczuciową. Rękopis tego dzieła zaginął w roku 1944 w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, przez co nasz naród stracił wspaniałe źródło pisane polskiego języka tamtych czasów.

„Lament Świętokrzyski” jest pieśnią, której przedmiotem lirycznym jest tytułowa Matka Boska, stojąca pod Krzyżem, na którym jak wiadomo jest ukrzyżowany Jezus, i patrząca na cierpienie i w końcu śmierć swego syna. Adresatami jej żalów są wszyscy ludzie na ziemi o czym doskonale mówią następujące fragmenty: „Pożałuj mię, stary, młody”, „Posłuchajcie, bracia miła”, „O anjele Gabryjele”(co dowodzi, że nie tylko ludzie mieli wysłuchać jej żalów), „Proścież Boga, wy miłe i żądne maciory”. Matka Boska wylewa swoje żale, głosząc jaka straszna „krwawa godzina” dla niej wybiła, że musi patrzeć na torturują jej ukochane dziecko. W czwartej strofie Maryja zwraca się do Jezusa i prosi by podzielił się z nią swymi ranami, by oddał jej część swego, niewyobrażalnie ciężkiego jak dla zwykłego śmiertelnika, brzemienia. W następnej strofie Matka Boska przez cały czas rozwodzi się jakby mogła ulżyć cierpieniom Chrystusa, pomagając mu pokonać ból. Kończy się to jednak na smutnym wniosku, że nie można dosięgnąć( i tym samym wspomóc) świętego ciała Jezusowego. Zaskakującym następstwem jest oskarżenie archanioła Gabriela o oszustwo jakie popełnił, obiecując Maryi wszelkie szczęścia, których miało być tak wiele, a z których ostał się jedynie smutek, żałość i przejmująca otchłań bezdennej rozpaczy wylewana przez skrzywdzoną matkę, patrzącą na śmierć swego jedynego, ukochanego syna. W ostatniej strofie Maryja wylewa swe żale po raz ostatni, mówiąc, żeby żadna z matek na świecie nie musiała cierpieć jej mąk, gdy patrzyła na cierpiące dziecko, które zamęczono bez żadnej winy.

„Posłuchajcie, bracia miła…” jest naszpikowany negatywnymi emocjami, które jednak jasno wskazują, że przedstawiona tam kobieta nie jest nikim większym niż zwykły człowiek, który boryka się trudnościami. Typowo ludzkie zachowania - jak oskarżanie świata o tą niesprawiedliwość, która ją spotkała; jak czucie się oszukanym przez istoty, które zostały ponoć stworzone do największego dobra, a jednak zdradziły jedną biedną kobietę – dowodzą, że zamysłem autora (kimkolwiek on był) było pokazanie Maryi, jako osoby z wadami, z ułomnościami, z problemami. Zamysłem autora było pokazanie Matki Boskiej, Maryi Dziewicy, jako zwykłej śmiertelniczki i to, można to chyba śmiało powiedzieć, znakomicie mu się udało.

Te dwa utwory, choć są pieśniami religijnymi, są od siebie różne w kilku ważnych kwestiach. Pierwszą jest zamienna rola adresata wiersza i podmiotu lirycznego, w „Bogurodzicy” jest nim(adresatem) Maryja, a podmiotem Lud Boży, czyli ogół ludzi. W „Lamencie Świętokrzyskim” jest dokładnie odwrotnie. Kolejną różnicą jest miejsce akcji, w pierwszym przedstawionym przez mnie utworze miejsce to nie jest w żaden sposób określone, w drugim za to, czytając sam tytuł, wiemy gdzie znajduje się miejsce akcji. I rzecz najważniejsza. Przedstawienie Maryi jako istotę półboską, decydującą o życiu wiecznym wiernych, czy też biedną, lamentującą kobietę, zrozpaczoną po stracie ukochanego syna.

Podsumowując całą moją pracę, która na pewno nie wyjaśniła wiele kwestii i poruszyła wiele zagadnień, możemy zadać sobie bardzo osobiste pytanie: Czy wolimy Maryję jako quasi-bóstwo czy jako zwykłą śmiertelniczkę. Ja już sobie odpowiedziałem, a Wy?

~ autor Anomandaris w dniu październik 23, 2007.

Napisz odpowiedź