Się zaczyna dla nas wszystkich z krzykiem;
czasem niewydolnością oddechową i zastrzykiem.
Bez względu na to, za czym krzyczymy,
dostajemy cycka w mordę i milczymy.
Potem czas sprawia, że rozrasta się nasz świat.
Wiemy co to mama, co to tata, a co to brat.
Pojmujemy babcie wszystkie, no i ciocie,
wujów, chrzestnych, stryjów, no i Bozię.
Następnie wolno się słów uczymy,
z mamą uroczo sobie gaworzymy,
tatę za włosy w nosie ciągamy,
ten przywilej jako dzieci mamy.
Następnie niepewnymi krokami do żłobków wędrujemy,
z czystymi pieluchami – korzyść tą już rozumiemy.
Się bawimy, sobie jemy, sobie śpimy, się bijemy.
Sobie sramy, się śmiejemy, się złościmy, sobie szczamy.
Idziemy dalej, z radością na czole, opuszczamy przedszkole
z głową podniesioną idziemy na spotkanie szkole.
Po latach kilku mamy wrażenie, że się to lekko przeciąga,
że olać książki, że sprawdzian i na teście to też ściąga.
I tu jemy, i tu sramy, i tu szczamy, i tu się śmiejemy.
Tu nie śpimy, tu się nie bawimy, tu się UCZYMY!
Choć dalekie to od prawdy, bo nas uczą, a nie my sami.
My sami jesteśmy – z prawdą – tego nauczani.
W międzyczasie się kochamy, sobie śpimy i leżymy,
w międzyczasie się bawimy, szkło z wódką unosimy.
A w toastach, a w toastach – wierutne bzdury,
wygrzebane ze skarbów wszechobecnej popkultury.
Jednak czasem napada nas myśl taka – jacy mali.
Czasem spada na łeb kilo egzystencjalnego ciężaru,
wtedy malujemy się na czarno i cierpimy od tego żalu,
że jacy znów mali, jacy niedorośli, jacy niedojrzali.
Któregoś dnia stwierdzamy, że idiotyzmy to już za nami,
że my się idiotycznym gadkom idiotów nie damy,
że poglądy nasze są na życie całe z nami,
nie wiemy sami jakimi jesteśmy kretynami.
Rozumiemy już niektóre te światopoglądowe bzdury,
że świat bez Boga to w wyścigu wiecznym szczury.
Wtedy dopada myśl taka jasna i przejrzysta,
by wystartować i z wyścigu korzystać.
Więc zataczamy koło wielkie i do początku wracamy,
wokół siebie aurę dorosłości i poważności roztaczamy,
jakkolwiek dziecinni i nieprzygotowani jesteśmy,
tym bardziej chcemy, żebyśmy byśmy.
A tu koniec początków świata się odnalazł,
z metką mejd in czajna głosi “Di End”.
Morderca wielki to teraz znany malarz,
a w koniec świata brakuje z wódką szkieł.
