Początek świata.

•kwiecień 30, 2009 • Skomentuj

Się zaczyna dla nas wszystkich z krzykiem;
czasem niewydolnością oddechową i zastrzykiem.
Bez względu na to, za czym krzyczymy,
dostajemy cycka w mordę i milczymy.

Potem czas sprawia, że rozrasta się nasz świat.
Wiemy co to mama, co to tata, a co to brat.
Pojmujemy babcie wszystkie, no i ciocie,
wujów, chrzestnych, stryjów, no i Bozię.

Następnie wolno się słów uczymy,
z mamą uroczo sobie gaworzymy,
tatę za włosy w nosie ciągamy,
ten przywilej jako dzieci mamy.

Następnie niepewnymi krokami do żłobków wędrujemy,
z czystymi pieluchami – korzyść tą już rozumiemy.
Się bawimy, sobie jemy, sobie śpimy, się bijemy.
Sobie sramy, się śmiejemy, się złościmy, sobie szczamy.

Idziemy dalej, z radością na czole, opuszczamy przedszkole
z głową podniesioną idziemy na spotkanie szkole.
Po latach kilku mamy wrażenie, że się to lekko przeciąga,
że olać książki, że sprawdzian i na teście to też ściąga.

I tu jemy, i tu sramy, i tu szczamy, i tu się śmiejemy.
Tu nie śpimy, tu się nie bawimy, tu się UCZYMY!
Choć dalekie to od prawdy, bo nas uczą, a nie my sami.
My sami jesteśmy – z prawdą – tego nauczani.

W międzyczasie się kochamy, sobie śpimy i leżymy,
w międzyczasie się bawimy, szkło z wódką unosimy.
A w toastach, a w toastach – wierutne bzdury,
wygrzebane ze skarbów wszechobecnej popkultury.

Jednak czasem napada nas myśl taka – jacy mali.
Czasem spada na łeb kilo egzystencjalnego ciężaru,
wtedy malujemy się na czarno i cierpimy od tego żalu,
że jacy znów mali, jacy niedorośli, jacy niedojrzali.

Któregoś dnia stwierdzamy, że idiotyzmy to już za nami,
że my się idiotycznym gadkom idiotów nie damy,
że poglądy nasze są na życie całe z nami,
nie wiemy sami jakimi jesteśmy kretynami.

Rozumiemy już niektóre te światopoglądowe bzdury,
że świat bez Boga to w wyścigu wiecznym szczury.
Wtedy dopada myśl taka jasna i przejrzysta,
by wystartować i z wyścigu korzystać.

Więc zataczamy koło wielkie i do początku wracamy,
wokół siebie aurę dorosłości i poważności roztaczamy,
jakkolwiek dziecinni i nieprzygotowani jesteśmy,
tym bardziej chcemy, żebyśmy byśmy.

A tu koniec początków świata się odnalazł,
z metką mejd in czajna głosi “Di End”.
Morderca wielki to teraz znany malarz,
a w koniec świata brakuje z wódką szkieł.

Czasie melodii.

•kwiecień 6, 2009 • Skomentuj

Ślęcząc po nocach w ukryciu,
za dużo się myślało o życiu,
gdy krokiem przed starością
zabrzmiało serce miłością.

Już widzę jak kot oczy mruży
z rozkoszą się przeciągając;
słońce leniwie go nuży
promieniami go oświetlając.

Na pierwszy znak księżyca
wschodzącego zza chmur kilku,
kot mord w oczach przemyca.
Nie słychać ni mruku ni miauku.

Szybko się skrada kot po zmroku,
nie przeglądając się w kałuży.
Mysz cicho ucieka w amoku,
aż kot pogonią się znuży.

Pisk ciemności nocy skruszy,
lżej już kotu na kociej duszy,
gdy trzaśnie kark jej kruchy.
Rano połapie dla zabawy muchy.

Mesnage

•luty 5, 2009 • Skomentuj

Zwykli siadać przy stole,
lecz dnia pewnego w stodole
jeść im przyszło z pachołkami
co z książęcymi przyjechali dworakami -

-

lecz nie na zawsze.

Aubians

•luty 5, 2009 • Skomentuj

Ci zwolnieni z poczucia wspólnoty,
ci wpadający notorycznie w kłopoty,
skazywani za nędzne głupoty,
słabe chłopskie miernoty.

Upomną się o swoje.

Recet

•luty 5, 2009 • Skomentuj

Ugościli ich knedlami,
kapłonami złocistymi,
wonnymi winem trunkami
ci rozhukani ponad miarę,
rozwydrzeni ponad wiarę,
korzystali z ich niedoli,
co na nią Pan Bóg pozwolił.

Gdybania z Aliną.

•grudzień 18, 2008 • Skomentuj

A może gdyby było odwrotnie?
Gdybym zaczął dbać o stopnie?
Gdybym spojrzał z dołu do góry,
nie patrząc tylko na wysokie chmury,
nie zamieniając życia w żart ponury,
może byłoby bardziej przyjemnie,
nieco mniej byłoby zmiennie,
gdyby to się tak nie ułożyło,
gdyby nie doszła do serca miłość,
gdyby rzuciło się z duszy łkanie,
gdyby nie zamknęły się krtanie
na słowa sennych nieczystych
i bezwzględnie uroczystych?
Nic nie wiadome jest w tej materii,
nikt tego nie wie co jest w czernii
nieprzebytej możliwości nieskończoności
ale w rozmyślaniu jest tyle radości…

Satyrzy Stół

•grudzień 10, 2008 • Skomentuj

Żłobiony w drewnie satyr, obrusem odsłonięty

szczerzył się zjadliwie i klaskał w swe dłonie,

gdy na stół ręce nieprzytomne nakładały skronie,

a człowiek pijany, to człowiek zdechnięty.

Żal, trzask bicza, szklanka wódki!

Pach!, trysk wina, niskie pobudki!

Nieszczęście, mandolina, kieliszek brandy,

ups!, trza nam spieprzać, bo jadą mendy!

Skulił się nieborak pomidorem zarzygany

pod stołem, t y m s t o ł e m !,

gdzie satyr zjadliwy i cięty

podgryza, podgryza pijanego pięty.

i skamla, i beczy, i płacze nieborak

co z Krwawą Marry bawić się nie umiał.

Zdruzgotany, zhańbiony, czerwony jak rak

padł pod satyrzy stół i podnieść cielska nie umiał.

Ś w i a d o m o ś ć, która jest w Tobie

zatrzymana, gdyś w nagłej potrzebie,

sekwencjonowała się w nie-sobie,

bum, łup, bach, stuk, jesteś w niebie!

Zabawa?!

•grudzień 10, 2008 • Skomentuj

bogata sromota

nie widzi niekota

się zrobiła robota

a głuchota  ślepota!

się leje spiekota

smaży jej kota

a życie – kruchota

jest w trumnie ta kota.

Zmiana widzenia.

•grudzień 10, 2008 • Skomentuj

Węszywzrok palił do podszewki pokrywki,

zatrzymując się na granicy garnka,

nowosąd tylko i aż dla rozrywki,

zwykły wzrok na kształt zegarka.

Zegar.

•grudzień 10, 2008 • Skomentuj

Zegar  świadkiem mym i wrogiem,

udając bezruch w niemej trwodze,

planuje, każąc iść swej krótszej nodze,

by obwieścić start świata,

skutego lodem.

Zegar świadkiem mym i wrogiem,

gdy kolejki czasu uciekają

w pogoni za stratami czasu i Bogiem.

Zegar świadkiem mym i wrogiem,

gdym schowany tuż nad progiem

rzygam na czcze bzdury

i takowych koniunktury.

Zegar  świadkiem mym i wrogiem,

gdy rozbudzony zostać do końca

nie m o g ę.

Zegar świadkiem mym i wrogiem.

Nawet na ręcę zręcznej, co nosi trwogę -

goni ból blizn, wzór ran,

to wszystko, co zdławić nie mogę.

Zegar świadkiem mym i Twym,

bo gdy spalać się, to w dym,

bo gdy rzucać się, to w rym

bo gdy kochać, to nie z tym,

coś z nim w pierwszy zaszedł dym.